Był pierwszy dzień szkoły, wakacyjne
słońce jeszcze świeciło na niebie, co dawało aurę leniwych letnich dni mimo ze
był już 21 września. Wszak tak później daty rok szkolny w hogwarcie dopiero się
zaczął, na obecna sytuacje mały wpływ zdarzenia mające miejsce zeszłego roku.
____________________________
____________________________
Hermiona
nerwowo przeszukiwała swój szkolny kuferek. Niemożliwe,
że go zapomniałam… jak mogłam zapomnieć podręcznika do Transmutacji? Jak?- Zadawała
sobie pytania w myślach. Dziewczyna pierwszy raz w życiu była taka roztargniona
i nieogarnięta, pierwszy raz w życiu nie rozumiała wielu spraw. Jej poukładany
logiczny świat zburzyło niecodzienne wyznanie Rona. Chłopak kilka dni temu
wyznał jej ‘’odwieczną miłość, aż po grób”.
Mogłam jeszcze przed wyjazdem sprawdzić
czy wszystko zabrałam…ohh jestem beznadziejna.- Karciła się w myślach. Zmęczona całą sytuacją opadła na swoje niezbyt
wygodne łóżko i wpatrywała się w sufit. Dlaczego
to Ron musiał mi wyznać miłość? Do Cholery przecież przyjaźnimy się od 5 lat!?
Jak on mógł mi to zrobić? Co ważniejsze, co ja mam w tej sytuacji zrobić?
Przecież nasza przyjaźń stoi teraz pod wielkim znakiem zapytania. Ale dlaczego
teraz to zrobił, dlaczego w tym Momocie jak nie ma tu Harrego i nie mam się,
komu doradzić. Z rozmyślań wyrwała ją Parvati, która hałaśliwie wpadła do
pokoju.
- Hermi szybko Ron pojedynkuje się z
Malfoyem!!
- Co? Jak to? Z jakiego powodu?
-Podobno, Malfoy....znowu nazwał cię szlamą...
- co? to żadna nowość. –Zaśmiała się gryfona. Znała na tyle Dracona, że wiedźiła, że
nienawidzi ją i to z wzajemnością, jednak bolało ja za każdym razem, kiedy
wyzywał ją w podobny sposób. Dziewczyna nie tracąc ani chwili dłużej pobiegła
za Patil w stronę jeziora.
D&H
Tymczasem na
Hogwardzkich błoniach rozlegały się odgłosy pojedynków oraz wiwaty uczniów.
Wesley i Malfoy prowadzili zawzięty pojedynek. Draco ledwie panował nad
sytuacją, mimo to on wygrywał. Kiedy to już ohydny rudowłosy gryfon leżał na ziemi
cały brudny, on nad nim stanął z triumfalnym uśmieszkiem na swojej bladej
twarzy.
-Expeliarmus-
rozległ się wrzask, blado niebieska smuga światła z srebrnym połyskiem
wystrzeliła w stronę Ślizgona i wytrąciła mu broń z ręki. W pierwszej chwili
chłopak nie wiedział, co się dzieje i spojrzał się w stronę postaci, która
rzuciła zaklęcie. Gdy zobaczył to piękne stworzenie stanął w osłupieniu. Ów
piękna osoba miało ciemnobrązowe loki za ramiona, które wiatr zgrabnie
przeczesywał, głębokie, duże czekoladowe oczy spoglądały na niego z pogardą.
Wszystko było jak w zwolnionym tempie. Duże i soczyste malinowe usta coś mówiły
a na oliwkowej cerze pojawiał się rumieniec. Zgrabna, idealna, kształtna talia
zmierzała ku jego osoby.-Drętwota!- Wyrwało
go okrutnie z tego transu zaklęcie. Poleciał 2 metry w tył lądując na swoich
przygrubych koleżkach: Crrab’ie i Goyl’u. Nic go nie zabolało jednak po tym
brutalnym upadku, ponieważ był zbyt zajęty wsłuchaniem się te ten piękny
melodyjny głos. Nawet, kiedy pełen był wściekłości miał coś takiego w sobie, co
wprawiało go w odrętwienie. Wstał niezgrabnie chwytając się za głowę. Wyczuł
tam niewielkich rozmiarów guza. Kim ona
jest?- Zadał sobie pytanie.
-Ty szlamo! Jak śmiałaś?!- Skrzeczący
głos Pansy Parkinson doprowadził go do stanu trzeźwości. –Dacuś nic ci nie
jest? Wszystko dobrze kochanie?- Dziewczyna spytała z przesadną czułością.
Złapała chłopaka za ramię, lecz ten się wyrwał.
-Szlamo?...- Zamamrotał. Spojrzał
jeszcze raz na osobę, która go tak urządziła. Co do cholery… Grenger?! -Przerażony pytał sam siebie w myślach.
- Oh przepraszam cię miss ZNP, że tak
brutalnie potraktowałam twojego gacha- Odwarknęła Hermiona groźnie w stroną
dziewczyny o mopsiej twarzy, i ruszyła pomóc rudzielcowi wstać.
-Jak
ty się do mnie odzywasz ty wstrętna i obrzydliwa szlamo!- Wykrzyknęła w
przypływie złości Parkinson i wyciągnęła różdżkę z dosyć małej beżowej,
pikowanej torebeczki przewieszonej przez ramie złotym łańcuchem. -Levicorpus! –Wrzasnęła dziewczyna.
Hermiona nawet nie miała szans się obronić, więc w mgnieniu oka zawisła p
powietrzu. Wszyscy obecni byli zszokowani zachowaniem dziewczyn, jednak nie
odważyli się zainterweniować. –Może mała zimna kąpiel ostudzi twój zapał-
mówiąc to dziewczyna jednym ruchem skierował lewitującą gryfonkę w stronę
stawu. Miona błyskawicznie znalazła się nad tafla jeziora, a potem wszystko
zdarzyło się zbyt szybko by była świadoma dokładnie tego, co się przed chwila
stało. Najwidoczniej straciła przytomność. Ocknęła się dopiero wtedy, gdy
ciepły podmuch powietrza musnął jej twarz. Była cała przemoczona, od stóp do
głów. Jej czarny koronkowy stanik prześwitywał pod kremową bluzką, zaś jej
czarne rurki i tenisówki tego samego koloru stały się nieprzyjemnie ciężkie pod
wpływem wody. Jednak miała na sobie coś suchego. To była jasno jeansowa męska
kurtka. Minęła chwila, kiedy zdała sobie
do końca sprawę, co się tak naprawdę się działo. Była niesiona przez silne
męskie ramiona. Czuła się bezpiecznie, wiedziała, że nic jej nie grozi, więc
zamknęła oczy i odpłynęła w głęboki sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz